Po wielu latach wędrowania z baśniami, pielęgnując tradycję ustnego przekazu prastarej sztuki opowiadania – zaczęłam otrzymywać prośby od ludzi o spisanie tych pięknych baśni, aby zaistniały na kartkach papieru. Pozwoliłam temu prawdziwie dojrzeć, bo koncept wydawania książki był dla mnie tak odległy i w moim mniemaniu skomplikowany. Mam taką umowę ze wszechświatem, że jeśli otrzymuję „zlecenie odgórne”, to potrzebują wyłonić się ci, którzy pomogą mi je zrealizować najlepiej. Ja tylko opowiadam o tym, co ma się wydarzyć. Nie muszę wiedzieć „jak”, wystarczy, że moja odpowiedź jest „tak”.
Mój przyjaciel wydał swoją pierwszą książkę w przemiłej, pomocnej drukarni. Jego doświadczenie było tak ciepłe. Poczułam w Sercu, że to mój trop. Oczywiście niebawem trasa Baśni Ludów Ziemi zawiodła mnie do Lublina, na tyle blisko Drukarni Figaro, aby jego właścicielka, Edyta, mogła przybyć na spotkanie – nie tylko to biznesowe, ale przede wszystkim aby usłyszeć baśnie, które opowiadam. Taka dla mnie jest kolejność, tylko tak tworzą się połączenia. Wtenczas nie są drukowane tylko kartki pokryte bezimienną, nieznaną treścią. Wtenczas papier nasącza się nie tylko atramentem (tuszem), ale miłością. I to potem, otwierając książkę, można poczuć. To niewidzialne laboratorium, bardzo subtelne. Jesteśmy na nie coraz bardziej wrażliwi.
Tak rozpoczęła się moja przygoda z drukarnią Figaro. Nasze pierwsze spotkanie było o próbkach papierów wśród rozłożonych jeszcze instrumentów po wieczorze baśni. Poznawałam Edytę. Baśnie i instrumenty też ją poznawały. To wszystko żyje. „Czy to jest nasz kierunek?” W momencie, gdy usłyszałam, że Edyta jest mamą wielu, wielu dzieci – wiedziałam. „Tak, to jest nasz kierunek. Tutaj Baśnie będą zaopiekowane”. Dla mnie świat jest Baśnią, magiczną, mówi do mnie znakami.
I tak było, od początku do teraz. Tak jak z Mamą, dosłownie. Nie wiedziałam nic o wydawaniu książek. Myślałam, że to jakieś trzy tygodnie (naprawdę) – spiszemy teksty, połączymy z obrazami i wyślemy pliki do drukarni. Cały proces zajął nam blisko dwa lata. Edyta była ze mną nie tylko w kwestiach bardzo technicznych, cierpliwie odpowiadając na moje nieskończone pytania o sztuce i technologii drukowania, ale przede wszystkim prowadziła mnie przez obszary wewnątrz mnie. Bo tworzenie książek to nie tylko druk. To momenty zwątpienia, momenty, gdy wszystko się zatrzymuje, gdy przychodzi niepewność, gdy trzeba podjąć trudne decyzje. To był mój pierwszy raz, gdy stanęłam na czele takiego przedsięwzięcia. Edyta uczyła mnie najczulej, jak być kapitanem okrętu, jak mieć na względzie szacunek dla całego zespołu, ale przede wszystkim opiekować ducha powstającej książki i dbać o jakość urzeczywistniającej się wizji, która została nam powierzona.
Wszystkie rozkładówki tej książki pokryte były tłem i przepięknymi ilustracjami tworzonymi przez wielu artystów – o przeróżnych paletach kolorów. Na ekranie komputerowym lśniły – oddanie tego na papierze teksturowym okazało się niełatwe. Pamiętam, gdy na wzgórzu otworzyłam pierwszy druk próbny całości – i łzy popłynęły po mojej twarzy, bo to nie było to. Nie to piękno, które wyśniłam.
Ta opowieść mogłaby być długa. Takich momentów było parę.
Nie zmieniłam drukarni. Dla mojej delikatnej konstytucji otworzył się nowy etap życia – znalezienia odwagi, by wypowiadać prawdę – etap szczerości w komunikacji, a zarazem zachowania serdeczności i szacunku. Ta książka to czyniła. Na ścieżce życia każdy prędzej czy później spotka swojego nauczyciela otwarcia głosu. Edyta stała się moją nauczycielką.
Nawet jeśli moje dążenie do najwyższej jakości dało mi tytuł jednego z najbardziej wymagających klientów drukarni Figaro i nawet jeśli czasem to nie były dla mnie łatwe sytuacje – Edyta zawsze była przyjacielem, najszlachetniejszym. Zawsze znajdowała rozwiązanie.
Po tylu sztormach na oceanie pierwszy tom Baśni Ludów Ziemi „Środek Wszechświata” w swoim finalnym druku mienił się czystym pięknem. To piękno to nie tylko kartki nasączone tuszem – to, czego nauczyłyśmy się, to nasze poszukiwania i odkrycia, to nasze odczucia, to tworzenie razem, to wielka miłość w Sercu, która tworzy świat.
Współpraca z drukarnią Figaro to przygoda, która żyje. To nie kontakt z konsultantem – to bycie częścią rodzinnej drukarni – jest tam człowieczeństwo i wszystkie jego barwy. To dla tych, którzy rozpoznają i doceniają alchemię druku.
Dziękuję, Edyto.