Masz ogromną wiedzę. Lata praktyki, setki rozmów, doświadczenia, którymi chcesz się podzielić. Siadasz do pisania i… tekst wychodzi ciężki. Pełen definicji, teorii, zdań, przez które trzeba się przedzierać.
Czytasz go po tygodniu i nawet Tobie trudno dobrnąć do końca. A przecież wiesz, że w środku jest coś cennego.
To jeden z najczęstszych problemów przy pierwszej książce. I jeden z najłatwiejszych do naprawienia, jeśli wiesz, na co patrzeć.
Historia Kasi
Z Kasią znamy się ponad dwadzieścia pięć lat. Kiedy przysłała mi pierwsze rozdziały swojej książki, zobaczyłam w nich niesamowitą mądrość. I jednocześnie widziałam, jak ta mądrość tonie w zbyt trudnych, naukowych strukturach.
Przeczytałam jej tekst nie jako przyjaciółka i nie jako ktoś z branży, ale tak, jak przeczytałby go zwykły czytelnik. Ktoś, kto kupuje tę książkę, bo szuka pomocy – a nie wykładu.
Powiedziałam jej wprost: skróć to. Wyrzuć teorię. Dodaj historie ludzi, którym pomogłaś.
Kasia zmieniła strukturę, uprościła język i opisała konkretne sytuacje ze swojej praktyki. Tekst ożył. A ona sama zobaczyła, że jej wieloletnie doświadczenie ma ogromny sens dla innych – tylko trzeba było je pokazać, a nie opisać.
Wtedy zrozumiałam, że autorzy nie potrzebują jedynie korektora. Potrzebują kogoś, kto da im wiarę, że ich głos ma wartość, i pomoże oczyścić go z niepotrzebnego chaosu.
Dlaczego piszemy za trudno
Paradoksalnie – im więcej wiemy, tym trudniej piszemy prosto. Kilka powodów, które widzę najczęściej:
- Chcemy być poważnie traktowani. Trudne słowa wydają się bardziej „profesjonalne”.
- Piszemy dla kolegów z branży, a nie dla osoby, która naprawdę sięgnie po książkę.
- Boimy się, że prosto znaczy płytko. Że jeśli wytłumaczymy coś zwyczajnie, ktoś uzna, że to banał.
- Wszystko wydaje się ważne, więc nic nie wypada.
Tymczasem czytelnik nie potrzebuje, żeby mu imponować. Potrzebuje, żeby go zrozumieć.
Trzy pytania, które zadaję każdemu tekstowi
Kto to będzie czytał?
Wyobraź sobie jedną konkretną osobę. Nie „odbiorców”, ale człowieka – z jego pytaniami, zmęczeniem, nadzieją. Czytaj swój tekst jego oczami. Każde zdanie, które by go zgubiło, jest do poprawki.
Co z tej teorii jest naprawdę potrzebne?
Teoria bywa fundamentem, ale czytelnik nie musi oglądać całych fundamentów. Często wystarczy jedno zdanie wyjaśnienia tam, gdzie Ty masz trzy strony. Resztę zostaw dla siebie – ona i tak jest w tym, jak piszesz.
Gdzie jest historia?
Ludzie zapamiętują historie, nie definicje. Zamiast pisać ogólnie o tym, jak działa jakiś proces, opowiedz, jak zadziałał u konkretnej osoby. Jedna dobrze opowiedziana sytuacja z praktyki zrobi więcej niż rozdział wyjaśnień. (Pamiętaj tylko o zgodzie tej osoby albo o zmianie szczegółów, które mogłyby ją rozpoznać).
Prosty sposób na przebudowę rozdziału
Jeśli rozdział wydaje Ci się ciężki, spróbuj takiej kolejności:
- Zacznij od sytuacji – sceny, pytania, problemu, który czytelnik zna z własnego życia.
- Pokaż historię – kogoś, kto przez to przeszedł.
- Dopiero potem wyjaśnij – krótko, tyle, ile trzeba, żeby historia miała sens.
- Zakończ tym, co czytelnik może zrobić – jednym krokiem, pytaniem, zaproszeniem do refleksji.
Ta sama wiedza, inna kolejność. Często to wystarcza, żeby tekst zaczął oddychać.
Prosto nie znaczy płytko
Uproszczenie tekstu to nie jest odbieranie mu głębi. To zdejmowanie z niego wszystkiego, co przeszkadza tej głębi dotrzeć do czytelnika.
Jeśli masz rozdziały, które wydają Ci się zbyt skomplikowane, i chcesz, żeby ktoś spojrzał na nie oczami czytelnika – umów się na konsultację wydawniczą. Przed spotkaniem przejrzę fragment Twojego tekstu i razem zobaczymy, jak go uprościć. A jeśli nie wiesz jeszcze, od czego zacząć, zapraszam na bezpłatną, 15-minutową rozmowę.